
Istniała całkiem realna szansa, że Dwunastej Flocie uda się w ten sposób oczyścić w miarę szybko cały sektor. Wówczas pozostałyby jeszcze tylko ze trzy miejsca stanowiące poważne zagrożenia… Cóż, zaczynało wyglądać na to, że Tom i Eloise mieli jednak rację, twierdząc, że da się zaprowadzić porządek i przywrócić stabilizację…
Potrząsnął głową zirytowany — ze snucia marzeń nie wynikało nic sensownego. Oddał Eisenberg elektrokartę i powiedział:
— Dziękuję, Anito. Dopilnuj, by kopia tego meldunku została dołączona do następnego raportu, jaki będziemy wysyłać do stolicy.
— Oczywiście, sir! — zapewniła.
Wsunęła elektrokartę pod pachę, wyprężyła się, salutując, wykonała precyzyjny w tył zwrot i odmaszerowała na swoje stanowisko.
Patrzący na jej wyprostowaną niczym na paradzie sylwetkę Lester Tourville robił, co mógł, by się nie uśmiechać.
Zbyt szeroko.
* * *
Admirał Michael Reynaud z Królewskiej Agencji Zwiadu Kartograficznego kolejny raz żałował starego biura. Nikt inny go nie żałował, bo nowe było większe, wygodniejsze i okazalsze, no i znajdowało się na Stacji Kosmicznej Jej Królewskiej Mości Hephaestus. A to była tylko jedna z korzyści związanych z niedawną promocją, więc powinien się cieszyć, a nie narzekać. Problem zaś polegał na tym, że choć biuro rzeczywiście było wygodne i przestronne, nie było tym, w którym spędził ostatnich piętnaście lat standardowych, no i urządził je dokładnie tak, jak chciał.
A poza tym poprzednie zajęcie podobało mu się znacznie bardziej od nowego… choć to nie do końca była prawda. Zupełnie szczerze, to nie podobali mu się ci, dla których pracował. I to była główna przyczyna jego parszywego nastroju.
