
— Albo jeszcze prościej: może reagować tylko na wezwanie do identyfikacji nadane przez okręt wojenny, sir — dodał z błyskiem w oku Engelmann. — My, podobnie jak inne okręty, w takich okolicznościach przedstawiamy się…
— A to jest w rzeczy samej doskonały pomysł, Binyan — pochwalił Glockauer. — To dawałoby gwarancję, że piraci nie wykryją sygnału…
— Tylko miło byłoby gdyby firma Reichenbach uznała za stosowne poinformować nas, że mają zamiar zrobić coś podobnego.
— Firma jako taka może nic o tym nie wiedzieć. — Glockauer uśmiechnął się złośliwie. — Stary Reichenbach to despota i choleryk, kieruje firmą, jak uważa za stosowne, jeśli więc to wymyślił albo, jeśli ktoś podsunął mu ten pomysł, mógł kazać zainstalować takie zmodernizowane transpondery, nie informując o tym nikogo w firmie ani nawet kapitanów statków. Może też być to genialny pomysł tego konkretnego kapitana i stary nie ma o tym pojęcia.
— Albo obaj dorabiamy właśnie teorię do zwykłego błędu jakiegoś łącznościowca z tego frachtowca, który nadał kod alarmowy, nawet sobie z tego sprawy nie zdając.
— Możliwe, ale mało prawdopodobne, bo jak sam powiedziałeś, ich własny sprzęt powinien odebrać tę transmisję, więc należałoby spodziewać się, że zaraz przestaną i przeproszą. Skoro tak się nie stało, nie mamy wyjścia: musimy działać w oparciu o założenie, że sygnał nadano celowo.
— Zgadzam się, sir.
Obaj spojrzeli na główny ekran taktyczny, na którym zielony symbol zidentyfikowany jako frachtowiec Karawanę i otoczony czerwonym kręgiem oznaczającym zdobytą przez wroga jednostkę leciał sobie spokojnie starym kursem.
— I co powiesz, Shilan? — spytał Glockauer.
— Możemy go dogonić bez problemu, sir — odparła oficer taktyczny Kapitan Leutnant Shilan Weiss. — Mamy dwa razy większe przyspieszenie i nawet gdyby w tej sekundzie wykonał zwrot i zaczął uciekać, dogonimy go pełną minutę świetlną przed granicą przejścia w nadprzestrzeń.
