
— Tyle, że byłoby to dość brutalne rozwiązanie — dodał Engelmann z paskudnym uśmiechem. — Przyznaję, że wolałbym wymyślić jakiś sprytny manewr, dzięki któremu pozwoliliby się nam zbliżyć bez konieczności długiego pościgu.
— Wybij to sobie z głowy — prychnął Glockauer. — Jeśli umieją liczyć, w momencie, w którym ruszymy ku nim, będą wiedzieli, że nie zdołają nam uciec. Najmądrzej by zrobili, wyłączając napęd i mając nadzieję, że będziemy skłonni ich aresztować, a nie zastrzelić od ręki, ale niezależnie od tego, czy postąpią logicznie czy nie, nawet najgłupsza banda piratów w takich okolicznościach nie da się nabrać na nic, co pozwoliłoby ciężkiemu krążownikowi zbliżyć się na odległość skutecznego ostrzału rakietowego.
— Obawiam się, że ma pan rację, sir — przyznał smętnie pierwszy oficer. — A nie mogą nie zauważyć, że się zbliżamy.
— W żaden sposób, chyba, że są w sztok pijani. — Glockauer przez parę następnych sekund przyglądał się ekranowi, po czym kiwnął głową i polecił: — No dobrze, Shilan, nie ma sensu się wysilać, weź kurs na przechwycenie i zwiększ przyspieszenie do pięciuset g. A ty Ruihuan, wywołaj frachtowiec, powiedz, kim jesteśmy, i zasugeruj, żeby poczekali na nas.
— Aye, aye, sir! — potwierdził z uśmieszkiem oficer łącznościowy, Kapitan Leutnant Ruihuan Hoffner.
— Żeby dodać wagi tej sugestii, Shilan, uaktywnij radary i lidary celownicze dalekiego zasięgu — dodał Glockauer. — To powinno ich przekonać, że nie żartujemy.
— Aye, aye, sir! — potwierdziła Weiss z równie paskudnym uśmiechem co przed chwilą Engelmann.
Po czym pochyliła się nad klawiaturą, by wykonać polecenie.
Glockauer odpowiedział jej uśmiechem i wrócił na swój fotel, by poczekać na odpowiedź z frachtowca. Spojrzał na przedstawiający go na głównym ekranie taktycznym symbol i spoważniał.
W Konfederacji Silesiańskiej piractwo zawsze stanowiło problem, mimo iż człowiek wyruszył do gwiazd tysiąc dziewięćset osiemdziesiąt lat temu. Natomiast w ciągu ostatnich piętnastu lat standardowych stało się tu prawdziwą plagą.
